Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Arna i Parma - Przebudzenie
    Spędzała przy nim dużo czasu. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Jednak jej siostra praktycznie przeprowadziła się do pokoju, w którym leżał i opuszczała go tylko raz, dwa razy na dobę. Arna nie przypuszczała do tej pory, że można kogoś tak kochać. Ona nigdy nie miała nikogo, komu mogłaby się oddać cała i bez reszty. Była zazdrosna o uczucie siostry. Mimo bólu, jaki ta musiała odczuwać. Bo przecież cudownie musi być mieć kogoś, dla kogo można by umrzeć bez wahania...

    Parma czuwała przy nim dniem i nocą. Gdy już zdecydowała się go opuścić na chwilę, zawsze upewniała się, że Arna będzie z nim, dopóki nie wróci. Prawie całą swoją energię zużyła rzucając na niego czary leczące i uśmierzające ból. Resztą Mocy wspomogła zaklęcia maskujące Arny. Musiały go chronić. Druidzi poszukiwali go. Już dwa razy mało brakowało, a złamaliby barierę. Parma nie żałowała swojego osłabienia spowodowanego brakiem Mocy. Wiedziała, że gdyby chodziło o nią Kondrian zrobiłby to samo.

    Leżał pół przytomny. Nie wiedział, ile już czasu spędził w pół śnie. Parma wciąż otumaniała go zaklęciami, dzięki czemu nie odczuwał bólu. Bał się o siebie, bo nie wiedział, czy wyzdrowieje, czy bliźniaczkom uda się go wyleczyć. Ale jeszcze bardziej bał się o Parmę. Co się z nią stanie, jak jego zabraknie? Wróci do siostry? Do elfów, których tak znienawidziła? Za co ona ich tak nie cierpiała? Zapomniał... A może w ogóle mu nie mówiła? Nie pamiętał. Chyba znowu rzuciła na niego czar, bo traci powoli świadomość. Usypia...


    - Nie rozpoznaję tych czarów, które na niego rzucili... Moje zaklęcia niewiele pomagają...- łkała Parma wtulona w siostrę.- Nie wiem, jak mu pomóc...

    - Już, już dobrze... Jakoś damy radę..- Arna starała się brzmieć przekonywująco, chociaż sama nie była do końca pewna, czy uda im się go wyleczyć.- Hej!- spojrzała wesoło na siostrę, chociaż jej oczy pozostawały smutne.- My byśmy sobie nie poradziły?

    Słaby uśmiech rozjaśnił na chwilę twarz Parmy. 'Tak dawno już się nie uśmiechała', pomyślała Arna. Jej samej też przydałoby się trochę radości. Nie zależało jej na tym druidzie, którym jeszcze niedawno pogardzała, z racji bycia człowiekiem. Dla niej mógłby zginąć. Ale nie mogła znieść bólu siostry. Tak bardzo ją kochała. Tak bardzo... Nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego siostra ją opuściła, przed laty uciekając do ludzi. W Dolinie była królową, Panią. W Dolinie miała wszystko, o czym mogła kiedykolwiek marzyć. A jeżeli czegoś by nie było, to można by to sprowadzić lub wyczarować... Dlaczego Parma miała porzucić to wszystko dla ludzi? Przez ten incydent? Przez ten nic nieznaczący wypadek? Zginął wtedy elf, to fakt, ale żeby z tego powodu uciekać? Opuszczać dom, rodziców? Siostrę?


    Podniosła gwałtownie głowę. Musiała zasnąć. Skarciła się w myślach za przerwę w czuwaniu. Starała się przypomnieć sobie sen, zanim otrząśnie się z jego resztek. Zdołała uchwycić już tylko drobne szczątki.. Wieża. Polana. Elfy. Rodzice. I śmiechy. Zabawa... I nagle krzyk. I płacz. Rozpacz... I chwilę ciszy. I znów śmiechy. Tym razem sztuczne, wymuszone. Nienaturalne. Śmiechy mające na celu ukryć śmierć. I ból. Jej ból. Ból przenikliwy i nie dający się niczym zgasić. Ból z uświadomienia sobie faktu, że to jej bracia śmieją się coraz swobodniej mimo, że ciało elfa nie zostało jeszcze zabrane z Polany. Ciało, nad którym ona jeszcze klęczała. Ciało jej ukochanego...

    - Parmeńko.- Leżący elf powiedział do niej słabym głosem. Spojrzała na niego zaskoczona zapłakanymi oczami. Przecież nie żył...- Parma.- powtórzył nieco mocniej ledwo słyszalnym głosem...

    Silny dreszcz wstrząsnął jej ciałem. Ktoś dotknął jej ramienia. Rozejrzała się płochliwie dookoła. Już nie klęczała na trawie. Siedziała na twardym krześle w ciemnym pokoju. Nie słyszała żadnych śmiechów. Zamiast nich w uszach dzwoniła jej cisza.

    - Parma. Zasnęłaś.- koło niej, z ręką na jej ramieniu stała Arna. To ona przemawiała teraz delikatnie, ciepło. Po ludzku.- Znowu zasnęłaś.- 'czy ten ledwo uchwytny ton w jej głosie to troska, czy nagana?' Parma zadała sobie po raz kolejny pytanie. Dawniej, jeszcze gdy mieszkała w Dolinie powtarzała je sobie dużo częściej.

    - Przepraszam- mamrotała zaspana.- Już... już wstaję...

    - Wstań- powiedziała stanowczo Arna.- I idź do swojego pokoju, do swojego łóżka i wyśpij się wreszcie!

    - Nie mogę- mówiła pomiędzy kolejnymi ziewnięciami.- Muszę czuwać...

    - Marsz do swojego pokoju.- agresja, z jaką Arna wypowiedziała te słowa zdziwiła ją samą. Parma spojrzała zaskoczona na siostrę. Mówiła teraz zupełnie, jak mama. Była zbyt zdziwiona i zaspana, żeby protestować. Grzecznie skierowała kroki w stronę drzwi.- Jeszcze mi brakuje drugiej chorej. Jak ty zasłabniesz, to kto mi pomoże?- powiedziała już łagodniej w stronę zamykających się drzwi.

    Parma posłusznie zeszła do swojego pokoju i położyła się do łóżka. Obiecywała sobie solennie, że zdrzemnie się najwyżej godzinkę. Z takim postanowieniem zasnęła, gdy tylko dotknęła głową poduszki...


    Zbudziło ją słońce oświetlające jaskrawo jej twarz. Zmrużyła oczy, żeby zmniejszyć trochę nieprzyjemne uczucie kłucia w głębi czaszki. Czuła, że ktoś jest przy jej łóżku. Wyciągnęła rękę. Poczuła chłodny dotyk twardej, wyrobionej skóry. Dotyk tak dobrze jej znany... Dotyk, za którym tak tęskniła... Spojrzała w stronę postaci odbijającej się ciemniej na tle okna. Widziała, jak przez mgłę...

    - Kon...- to, co wydobyło się z jej gardła nie było podobne do głosu

    - Cicho, Parmeńko...- czule pogłaskał jej policzek.- Nareszcie się zbudziłaś.

    - Na... reszcie?...

    - Spałaś trzy tygodnie...- radość zaczęła go rozsadzać. Parma widziała, że ledwo nad sobą panuje.

    - Kochany...- jej głos przybierał normalne, aksamitnej barwy.

    Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Patrzyli wzrokiem pełnym zachwytu i uwielbienia. Patrzyli wzrokiem stęsknionym. Wzrokiem głodnym. I w końcu nie wytrzymali. Utonęli sobie w objęciach zalani falą pocałunków. I miłość przyszła do nich jak przypływ, którego nie da się powstrzymać. I wiedzieli, że teraz już nic ich nie rozdzieli. Nawet śmierć. Że nawet śmierć będzie tylko kolejnym przebudzeniem, takim, jak teraz, do jeszcze większej miłości.


KOMENTARZE:

Brak komentarzy


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 4*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 35.171.146.141