Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Vampires
Prologue


06 II Anno Domini 2010. Godzina 130. Ulice Kolna zasnute nocnym mrokiem przemierza postać w czarnym płaszczu z głębokim kapturem, spod którego widać tylko dolną część twarzy. Nagle staje w miejscu. Słyszy kroki zbliżającego się śmiertelnika. Po chwili widzi, że zza rogu wychodzi facet w garniturze. Tajemniczy charakter w płaszczu skrywa się w cieniu. Mężczyzna przechodzi tuż obok niego. Elegant pada na ziemię uśpiony mocnym środkiem nasennym, którym była nasączona chusteczka przyłożona mu do twarzy. Gość w czarnym ubraniu zaciąga swą ofiarę w zaułek. Zdejmuje kaptur i otwiera usta. Na wierzch wysuwają się nieco wydłużone kły, które po chwili wbijają się w ciało uśpionego. Krew. Wampir spokojnie sączy upragnioną ciecz. Lecz ciągle pamięta, że nie może doprowadzić do wykrwawienia swojej ofiary. Wzrosłoby wtedy ryzyko, że obudzi się drzemiąca w nim bestia. A jakie byłyby tego skutki, nawet on sam nie wie. Najprawdopodobniej oszalałby i uciekł do lasu na spotkanie z wilkołakami i pewną śmierć. Jeszcze trochę. Wyjmuje zęby z ciała, które opada nieprzytomnie na ziemię. Liże ranę, żeby szybciej się zagoiła. Zarzuciwszy kaptur na twarz udaje się do swojego mieszkania na wypoczynek.

Wstęp do Apokalipsy


Godzina 20.30. Adrian wsiadł do samochodu i udał się do umówionego punktu w lesie. Był nim mały pagórek z prawie niewidocznym wejściem do jaskini. Wszedł do środka. Wewnątrz zobaczył dwie postaci. Obie były wampirami. Lecz jeden z nich był starszy od drugiego. Różnili się pokoleniami. Wampir z 11 pokolenia stał odwrócony tyłem do wejścia, wpatrzony w mały otwór przypominający okienko strzelnicze, a drugi, z 12 siedział na krześle i patrzył na swego rówieśnika, Adriana.
-Cześć, Kendi. - powitał przyjaciela nowoprzybyły, po czym usiadł obok.
- Jesteście już obaj. - rzekł starszy - Zapewne jeszcze nie wiecie po co prosiłem, abyście przybyli.
- Nie.
- Jak wiecie, przyrost wilkołaków w miastach jest rzeczą naturalną, i nie do powstrzymania, tak samo jak wampirów. Jednak zwykle są to liczby małe, średnio 2 osobniki na miesiąc. Ale w Piszu zauważyliśmy niepokojący wzrost do 10 wilkołaków miesięcznie. Natomiast zaczęło ginąć coraz więcej przedstawicieli naszej rasy. Ich ciała znajdujemy w stanie, który wskazuje na odbycie niesamowitych walk przed śmiercią, lub też ich nie znajdujemy. I chciałbym, abyście wybrali się tam, sprawdzili co się za tym kryje i zniszczyć ową przyczynę, o ile to będzie możliwe, w co nie wątpię.
- Ale dla czego my? - spytał Adek
- Ponieważ jesteście jedynymi wampirami w tej okolicy, którzy mają zdolności magiczne i są tak zgrani.
- Dzięki. Ale to jest dość ryzykowne. A poza tym nie próbowaliście wysyłać oddziałów specjalnych?
- Próbowaliśmy. Ale nie wrócił ani jeden żołnierz.
- Dzięki za pocieszenie. Skoro żaden nie wrócił, to my mamy mieć jakieś szanse?
- Tak. Ponieważ w oddziałach są tylko silni i wysportowani. A wy oprócz tych dwóch cech macie jeszcze wprawę w magii.
- Aha. To kiedy jedziemy i czy mamy jakiś kontakt?
- Pojedziecie dzisiejszej nocy. Macie stawić się w tamtejszym hotelu i pytać o Mateusza. Był z Kolna, ale przeniósł się tam.
- Dobrze. Spotkamy się przed Domem Kultury za godzinę. - zaproponował Konrad
- Niech będzie. Dam wam wtedy jeszcze kilka map. - odrzekł starszy. Wtedy wszyscy się rozeszli.
Około 22 cała trójka czekała na umówionym miejscu. Adrian i Konrad mieli ze sobą plecaki - kostki, na nogach glany, a w kieszeniach odtwarzacze MP3. Obaj mieli długie włosy. Cera ich była nieco bledsza od normalnej, ludzkiej. Mieli oni około 180 cm wzrostu. Poza tym Adrian miał tzw. "leninówkę"(wąsiki połączone z bródką). Najstarszy dał im tubę, w której były mapy Piszu i okolic. Wysłańcy wsiedli do samochodów i ruszyli.
Po mniej więcej czterdziestu minutach dotarli pod hotel. Weszli do środka, ponieważ było otwarte. Recepcjonistę spytali o Mateusza. Człowiek zniknął w drzwiach za nim. Po krótkiej chwili na jego miejsce wszedł wampir z krótkimi, jasnymi włosami średniego wzrostu w płaszczu.
- Panowie z Kolna? - spytał
- Tak. Adrian i Konrad.
- Zaprowadzę was do waszego pokoju. - po czym zaczął prowadzić ich na górę, po schodach. Kiedy doszli na poddasze Mati otworzył drzwi i dał im klucze.
- Gdybyście czegoś potrzebowali, tu macie telefon na linii wewnętrznej. Okna są zasłonięte cały czas, ale gdybyście okazali się masochistami, pociągnijcie za sznurek i odsuną się okiennice. Ale wątpię byście korzystali z tej opcji.
- Dzięki za instrukcje. - Mati wyszedł z pokoju.
W ciągu nocy 4zrobilimały rekonesans po hotelu i swoim pokoju. Po oględzinach nie znaleźli niczego podejrzanego. Kiedy skończyli słońce zaczęło wschodzić. Sprawdzili czy okna nie przepuszczają światła, po czym poszli spać.
Kiedy się obudzili zapadał zmierzch. Niebo było krwistoczerwone, słońce skryło się całkowicie za horyzontem. Postanowili, nocą wyjdą na miasto. Może uda im się coś zauważyć. Zabrali ze sobą pistolety nabite amunicją zawierającą specjalny stop ciekłego srebra. Udali się w stronę osiedla położonego niedaleko jeziora na obrzeżach miasta. Weszli głębiej między bloki. Nagle przystanęli. Spostrzegli przy jednej z klatek schodowych grupę wilkołaków. Poznali ich po trochę gęstszym owłosieniu na skórze i lekko zdeformowanych twarzach przywodzących na myśl spłaszczony pysk wilka. Jednak nie wyglądali jak typowi zmienno kształtni. Ich oczy były bardziej naturalne, nie przekrwione i z naturalnymi kolorami tęczówek, które u normalnych lupinów są czerwone. Poza tym osobniki z tej grupy miały wyraźniejsze wargi i zęby bardziej zbliżone do ludzkich. Po chwili ekipa zaczęła się rozchodzić. Oba wampiry skryły się za pobliskim żywopłotem. Kiedy wilkołak był tuż obok zdziwili się, gdyż nie wyczuł ich zapachu. Ale to działało na ich korzyść. W jednej chwili rzucili się na niego i celnym ciosem w potylicę ogłuszyli. Nieprzytomnego zanieśli do hotelu.
Gdy pojmany oprzytomniał był przywiązany do krzesła, a ręce miał spętane z tyłu. Mimo, że na zegarze była trzecia po południu, w pokoju było ciemno. Przed nim siedziały na fotelach dwie osoby. Mężczyźni. Wampiry. Kendi zaczął pierwszy.
- Witamy w naszym pokoiku. Jak zapewne zdążyłeś zauważyć jesteśmy "krwiopijcami."
- Czego ode mnie chcecie?
- Żebyś nam odpowiedział na kilka pytań. Jeśli będziesz grzeczny darujemy ci życie, a także możemy podać serum, które wyleczy cię z twej choroby.
- Jakiej choroby?
- Jesteś wilkołakiem. To choroba przenoszona przez krew. - wtrącił się Adek.
- A jeśli chcę pozostać tym, czym jestem?
- Twoja sprawa. Wtedy cię puścimy bez serum.
- Aha... No dobra, będę mówił.
- Widziałeś kiedyś prawdziwego wilkołaka?
- Przecież ja nim jestem.
- Jesteś w błędzie. Ty wyglądasz tak, jakby ktoś zatrzymał twoje przemiany w trakcie. Normalne osobniki mają czerwone tęczówki i przekrwione oczy, ich pyski są bardziej zbliżone do wilczych, a zęby mają stożkowate, jak zwierzęta, a ty masz płaskie, jak ludzkie.
- Aha. To o takich wam chodzi. Pewnie, że widziałem.
- Miałeś jakiś bezpośredni kontakt z którymś z nich?
- No... Rozmawiałem z kilkoma.
- A nie biłeś się z żadnym, nie miałeś styczności z jego krwią, albo całowałeś się?
- Nie. Nie mogę skojarzyć.
- Nie wiesz jak się zakaziłeś?
- Wiem. Ale to jest sekret, który znają tylko tutejsi wtajemniczeni.
- Więc wtajemnicz nas.
- Nie. To mogą wiedzieć tylko wilkołaki.
- Naprawdę? - spytał ze zdziwieniem Adek, po czym wycelował pistolet w serce przesłuchiwanego.
- Nawet, jeśli on pociągnie za spust? - zainteresował się Kendi
- On tego nie zrobi. Nie zabijecie przecież kogoś, kogo chcecie przesłuchać.
- Sprytny jesteś. I masz rację. Nie zabijemy cię. Przynajmniej nie teraz. Więc jak, powiesz nam coś więcej?
- Niestety.
- Zła odpowiedź. - po czym Adek wymierzył broń w stopę i pociągnął za spust. Wilkołak zaskowyczał gardłowo z bólu i upadł na ziemię razem z krzesłem
- Słuchamy. Jeśli nie odpowiesz strzelimy w miejsce, po którym rozpoznaje się płeć. A tam bardzo boli.
- Mmm... Powiem. Pewien uzdolniony lupin odkrył sposób, dzięki któremu możliwe jest tworzenie zmienno kształtnych bez potrzeby kontaktu krwi, ale wystarczy zamoczyć kawałek ciała w tej substancji i po chwili następuje mutacja.
- Jednak niepełna, jak widać na twoim przykładzie.
- Tak. On to wciąż dopracowuje.
- A kim jest ów "on". - spytał zaciekawiony Adek - Tylko się nie migaj, bo strzelę tam, gdzie zapowiedziałem.
- Ech... Kuba Wójcik... - odparł po chwili ciszy.
- Gdzie on jest?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Podobno mieszka w jednej z pogłębionych piwnic w blokach w centrum miasta.
- Nie znasz dokładnego położenia?
- Nie. Przysięgam na swoje życie, że nie znam.
- Skoro tak powiadasz... Masz jakichś bliskich?
- Nie. Wszyscy zginęli podczas pożaru domu. Akurat wtedy byłem na mieście.
- Dobrze. - powiedział Konrad. Skinął na Adriana. Obaj wymierzyli broń w serce wilkołaka, który patrzył na nich z przerażeniem. - Wybacz, za dużo widziałeś. Raz... dwa... i... trzy! - Wystrzelili po dwa pociski. Ich ofiara skomlała jeszcze przez chwilę, po czym zmarła. Pobrali próbki z ciała i zabezpieczyli je. Wieczorem Wsadzili zwłoki do bagażnika. Pojechali w stronę lasu. Po drodze zatrzymali się przy jakimś mieszkaniu. Zadzwonili. Otworzył mi mężczyzna.
- Dobry wieczór, jesteśmy z urzędu zdrowia i badań zdrowotnych. Wybraliśmy kilka osób, od których pobieramy krew w celu zbadania zawartości nowoodkrytych składników odpornościowych. I jeśli by pan mógł, to prosimy o przyprowadzenie rodziny.
-Dobrze. Proszę chwilkę poczekać. - mężczyzna wszedł do domu. Po krótkim czasie wrócił przed drzwi i zaprosił "badaczy" do środka. W pokoju siedziało pięć osób. Wszyscy starali się utrzymać przyjazną atmosferę. Po kilkunastu minutach od każdego pobrali próbki krwi. Wampiry wróciły do samochodu. Pojechali dalej. Słyszeli odgłosy jakiegoś oszalałego wampira, w którym obudziła się bestia. Zrobili kilka ran na ciele, które powinny zwabić stwora. Zwłoki położyli około dwudziestu metrów od drogi. Wrócili do wozu. Zanim zamknęli drzwi usłyszeli chrzęst przegryzanych kości i rwanego mięsa. Pojechali z powrotem do hotelu. Kiedy weszli do pokoju uświadomili sobie, że nie mają żadnych komputerów, które ułatwiłyby im badania. Zadzwonili po Mateusza. Okazało się, że ma jeden z najnowszych modeli Atari. Wśród wielu funkcji znalazło się oczywiście wejście do mikroskopu zewnętrznego. Mieszali próbki krwi ludzi, u których byli z krwią zabitego wilkołaka. Stało się coś dziwnego. Krew nie mieszała się. Zdziwiło to wszystkich. Zbadali dokładny skład chemiczny posoki zabitego i porównali go z krwią normalnego wilkołaka. Zauważyli kilka zmian. Była to różnica dwóch składników, które miał osobnik stworzony przez miksturę "dotykową". Próbowali wyciągnąć choć kilka "egzemplarzy" tych związków. Po około pół godziny udało im się. Męczyli ten składnik na różne sposoby. Serum, którym leczyli zmienno kształtnych nie działało. Próbowali je udoskonalić. Siedzieli nad tym do rana. Udało się. Opracowali lek za pomocą swoich zdolności magicznych. Mateusz towarzyszył im cały czas i wspomógł kilkoma dobrymi radami. Kiedy schowali miksturę usłyszeli strzały dobiegające z korytarza. Uruchomili podgląd. Zobaczyli zastrzelonego recepcjonistę. Skradając dostali się do pokoju wampirów. Kiedy zajrzeli, zobaczyli trzech wilkołaków przeszukujących ich rzeczy. Otworzyli drzwi i wycelowali we włamywaczy. Zanim tamci powiedzieli cokolwiek w ich stronę poleciały pociski. Jednego udało się postrzelić w serce, dwóch pozostałych, ku zdziwieniu strzelających, uchyliło się od pocisków, a następnie wyjęli kołki, którymi rzucili w stronę "domowników". Jeden trafił Mateusza, który stanął jak pomnik. Arian wystrzelił w jednego z napastników. Trafił go w czoło. Padł na ziemię z przedziurawionym mózgiem. Ostatni rzucił się na wampiry z kataną. Szybkim ruchem ranił Kendiego w brzuch. Trafiony upadł na ziemię i poczołgał się w stronę apteczki. Adek odrzucił przeciwnika siłą woli i szybkim skokiem sięgnął po katanę. Wilkołak pobiegł w jego stronę unosząc miecz od góry. Gdy dobiegł do wampira wykonał zwód i uderzał na bok. Adrian zablokował w ostatniej chwili i wykonał półobrót. Chciał uderzyć go obitym czubem glana w skroń. Jednak agresor uchylił się i załapał nogę w locie. Adek obrócił się wokół własnej osi i próbował trafić przeciwnika piętą. Jednak lupin uniknął również tego ciosu i również chwycił nogę. Adrian wsparł się stając na rękach. Nagle padł strzał. Kendi postrzelił lupina w bok. Umożliwiło to Adkowi szarpnięcie nogami do przodu i przerzucenie rywala do przodu tak, że uderzył głową w ścianę i stracił przytomność. Adrian spojrzał na Konrada, który stracił prawie całą krew. Był tak blady, jak nigdy. Każdy ruch sprawiał mu ból. Rana była zbyt duża. Nawet wampirza ślina nie mogła wiele tu zdziałać pomimo jej właściwości gojących. Po chwili zmarł. Pozostały przy życiu Kolniak wyjął Matiemu kołek. Wampir upadł na ziemię. Adrian położył się do snu.
Wieczorem, kiedy obaj się obudzili posprzątali ciała. Zmarłego towarzysza wnieśli na balkon. Rano i tak spalą go promienie słoneczne. Wilkołaka, który był nieprzytomny spętali i uwiązali do krzesła. Szybko odzyskał przytomność. Zaczęli go przesłuchiwać.
- Kto was nasłał?
- Spie***
-Źle! - strzał w nogę - mów
- Wy...
- Mów. Teraz nie mamy skrupułów i nie będziemy się z tobą pieścić.
- Wójcik. Wyczuł waszą obecność w jakiś magiczny sposób. Po prostu wiedział, że tu jesteście.
- Gdzie możemy go znaleźdź?
- Chcielibyście wiedzieć. Powiem wam, że wiem. Ale nie zdradzę wam tego miejsca.
- Kolejna zła odpowiedź. Mati, podaj mi gilotynę do cygar. Będę ci obrzynał paluchy, aż zaczniesz gadać. - Adek dostał sprzęt, o który prosił. Podszedł do przesłuchiwanego z tyłu. Zaczął od kciuka. Wsadził go w otwór na cygara i pociągnął za spust. Wilkołak zawył z bólu, a kciuk upadł na ziemię. W ranę wbił gwóźdź. Siłą wyprostował drugi palec i wsunął go w otwór. Nie zawahał się. Kolejny palec upadł. Kiedy obrobił jedną rękę, zabrał się do drugiej.
- Będę mówił. Tylko już nie tnij. - wysapał wilkołak - Wójcik zajmuje piwnicę w bloku na ulicy Trzebiórskiej 66. Piwnica ma numer 6. Ale nie dostaniecie się do niego. Tam jest zbyt wielu strażników.
- Dzięki za informacje. A teraz skończymy twe męki. - po czym obaj wzięli pistolet do rąk i oddali kilka strzałów. Ciało zostawili. Uzupełnili amunicję i zabrali kilka zapasowych magazynków. Wyruszyli.
Stanęli przed blokiem. Weszli do klatki i zeszli na poziom piwnic. Naleźli tą z 6. Wyważyli drzwi. Za nimi był długi korytarz wiodący po schodach w dół. Usłyszeli kroki w oddali. Zeszli niżej. Zobaczyli trzech wilkołaków. Strzelali zbyt szybko. Strażnicy nawet nie widzieli, kto do nich strzela. Poszli dalej. Schodu były dość długie. Wkrótce zobaczyli, że zbliżają się do końca. Za zakrętem stało dwóch strażników. Obaj wielcy jak woły. Wampiry wtoczyły się przez bok strzelając. Pakerzy opadli na ścianę. Adrian z Mateuszem weszli do komnaty. Przy biurku siedziała jakaś postać. Oba pistolety zostały wymierzone w jej stronę.
- Witam panów. - zaczął spokojnie właściciel - Wy w jakiejś sprawie?
- Tak. Wynalazłeś metodę "produkcji" wilkołaków bez potrzeby bezpośredniego kontaktu.
- To prawda. A jestem blisko opracowania tego przez drogę kropelkową.
- Robisz to dla siebie, czy dla kogoś?
- Hmm... dla swojego szefa.
- Kim on jest?
- Wybaczcie, ale to coś, czego wam nie zdradzę. - pocisk trafił go w rękę - Ale jeśli macie taki argumenty... Ale i tak tego nie zrozumiecie. To jest byt wyższy. To jest coś niepojętego. On jest potężną istotą, która ma tak wielką moc. Jednak nie może tworzyć. Mogę wam nawet powiedzieć, gdzie możecie go znaleźć. Ale zapewniam. Nic nie wskóracie.
- Słuchamy zatem.
- On ma swoją siedzibę... - powiedziawszy to wyjął misternie zdobiony pistolet - we mnie! - i pociągnął za spust. Spadło z krzesła i jeszcze chwilę skomlał "On i tak mnie wskrzesi, z waszych ciał...", po czym zmarł. Przez chwilę nie działo się nic. Jednak po jakimś czasie z czaszki zaczęło się ulatniać coś, co wyglądało jak energia, która się formowała. Najpierw powstała wilcza głowa, potem kark, łapy i na końcu ogon. Cała istota była ogromna i pulsowała czerwoną aurą.
- Zakłócacie mój spokój. - zaczęła niskim, brzmiącym jakby kilkuwarstwowym głosem. - przez wasz ród zginęło zbyt wielu mych potomków. Teraz zabiorę wasze ciała. Posłużą mi jako wspaniały strój.
- Nie tak szybko. Najpierw musisz nas zmusić.
- Z tym nie będzie większego problemu.
- Takiś pewien? - spytał Adrian i strzelił kilka razy w zjawę. Jednak nic to nie dało. Istota wyglądała, jakby tego nawet nie poczuła. Obaj zaczęli strzelać. Kiedy opustoszyli magazynki nie zobaczyli żadnych zmian. Adrian wyciągnął poświęcony różaniec, który zawsze przy sobie nosił i cisnął w bestię lecz ta nawet nie pisnęła. Nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
- Już skończyliście? Teraz moja tura! - po czym wilk skoczył na nich. Adrian skupił się i wytworzył kulę ognia. Istota zatrzymała się przed nią. Widać było wyraźnie, że się zlękła.
- Boisz się, co? Mam twój słaby punkt. - rzekł, po czym dookoła zjawy rozpalił się ognisty krąg, który się zacieśniał. Kiedy był tak blisko, że prawie dotykał powłoki wilka ten uśmiechnął się i wyszedł z płomieni bez szwanku. Adek przypomniał sobie o zawartości swoich kieszeni. Miał w nich fiolki z miksturami leczącymi formę wilkołaków.
- Chyba jednak mamy coś na ciebie.
- Tak? A cóż to takiego?
- Coś specjalnego. - odparł z pewnością w głosie wampir, po czym wyjął i rzucił na raz dwie ampułki. Jedną z płynem na zwykłe, a drugą ze świeżo odkrytym wywarem, na nową generację wilkołaków. Rozbiły się o bestię. Kiedy ciecze się mieszały i niszczyły bestią ta wyła jak prosiak zarzynany tępym narzędziem. Po kilku minutach wycia bestia przestała istnieć.
Adrian z Mateuszem wychodzili, kiedy przed nimi padł jakby granat. Adek spostrzegł, że ulatnia się jakiś gaz. Była to specjalna mieszanina czosnku i kilku trucizn. Zabójcza broń przeciw wampirom. Kolniak skoczył do tyłu. Jednak jego towarzysz nic nie zauważył i pomyślał, że tamten wariuje. Gdy poczuł, że coś go gryzie i dusi upadł na ziemię. Adrian wytworzył ze sfery magicznej rodzaj maski przeciw gazowej powlekającej całe ciało. Gdy gazu już nie było do piwnicy wkroczyła grupa uzbrojonych wilkołaków. Adek przeładował broń i zaczął ostrzał. Po chwili cała trójka leżała za licznymi ranami na ziemi. Wampir wyszedł na dwór, rozglądając się. Jeszcze panował zmierzch. Usłyszał dziwne szmery wokół niego. Wyczulił zmysły. Między gałązkami żywopłotu zobaczył cztery czerwone punkciki. "Posiłki przyszły." Pomyślał. Rozejrzał się dookoła. Zobaczył jeszcze kilka miejsc, w których skryli się przeciwnicy.
- Tu jestem, chodźcie! - zawołał. Pomyślał, że dadzą się ponieść emocjom i wyjdą z ukryć. Udało się. Otoczyli go. Tylko na to czekał. Wystawił ręce na boki i zaczął obracać się w niesamowitym tempie trzymając palce na spustach. Kiedy skończył wszyscy wokół leżeli martwi. Piechotą wracał do hotelu. Usłyszał dyskretne kroki za nim. Ktoś go śledził. Skręcił w ślepą uliczkę. Kątem oka zauważył kolejnego wilkołaka. Adrian skrył się za jednym ze śmietników. Gdy śledzący go wszedł do uliczki wampir wyskoczył i oddał kilka celnych strzałów, które zabiły lupina. Dalszej drogi nikt nie zakłócał.
Spakował swoje rzeczy i wyjechał do Kolna. Zadzwonił do najstarszego. Umówili się na spotkanie w stałym miejscu.
Kiedy wódz wszedł, Adrian czekał w środku.
- Udało ci się?
- Tak. Ale mamy dwa trupy. Zginął Konrad i Mateusz.
- Współczuję. - Po tych słowach do jamy wpadła grupa wilkołaków uzbrojona w karabiny. Wampiry nawet nie stawiały oporu. Napastnicy zabrali ich ze sobą. Szli do budynku szkoły. Wchodzili po schodach. Jeden z wilkołaków otworzył drzwi do gabinetu dyrektora. Wprowadzono jeńców.
- Witam panów. Jestem w żałobie po wydarzeniach z Piszu. Musimy cos z tym zrobić. Jakoś was ukarać.
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Ja? Jestem jednym z ojców naszej rasy. Jestem jednym z tych, którzy narodzili się po potopie. Mój brat, którego zabiliście rozpętał tą wojnę. A raczej został zaatakowany przez was.
- Łżesz jak pies... - odezwał się najstarszy
- Tak? Zastanowię się nad tym. Chłopcy, zamknijcie ich w szatni. - grupa zaprowadziła wampirów do piwnic, w których były szatnie. Zamknęli ich w dwóch klatkach naprzeciw.
- Panie. Mógłbyś mi powiedzieć jak było naprawdę z tą odwieczną wojną?
- Hm? A tak, oczywiście. Stało to się jeszcze przed czasami rozwoju kultury antycznej. Istniały dwie cywilizacje, które żyły w zgodzie. Wampiry i wilkołaki. Jednemu z książąt wilczych spodobała się córka naszego władcy. Jednak ani ona, ani król nie chcieli go. Wtedy on ją porwał. I rozpoczęła się wojna, która trwa po dziś dzień. Legenda głosi, że oboje żyją gdzieś ukryci i czekają na koniec tych walk. Zakończyć można je na dwa sposoby. Albo przez anihilację jednego z gatunków, albo zgodę. To drugie raczej odpada, a całkowite zniszczenie jest niemożliwe.
- To bez sensu...
- Ale takie są fakty.
- Ech... - Adek usiadł na ławce i usłyszał delikatny zgrzyt. Pomacał się po piersi. Był to pistolet. Wpadł na pomysł. Zawołał strażnika. Kiedy ten podszedł wampir wystawił broń. Kazał otworzyć obie cele. Zastrzelili go. Weszli po schodach na górę, do gabinetu wodza. Gdy byli w środku siedział na fotelu.
- Jeżeli uda wam się mnie zabić zbiorą się tu wszystkie moje dzieci. Jestem ostatnim.
- Tak powiadasz? Więc rozpętamy wojnę. Ale nas to nie interesuje. Żegnaj! - wystrzelili oba magazynki i przeładowali broń. Ciało leżało bezwładnie na fotelu. Do pokoju wbiegło około dziesięciu wilkołaków i zaczęli ostrzał bez uprzedzenia. Po chwili w pokoju leżały już trzy ciała. Wszystko stało się w ciągu kilku minut. Jednak te wydarzenia zapoczątkowały makabrę. Wojnę, która wyniszczyła ostatecznie wszystkich wampirów i wilkołaki. W każdym kraju odbywały się działania wojenne. Wszystko trwało kilka miesięcy, gdyż obie strony dysponowały potężnym arsenałem. Niestety zginęło też wielu ludzi, którzy zostali wykorzystani jako prowiant. Lecz nie było już więcej walk. Nie dręczyli już ludzi ani do walk ani do pożywiania się. Amen.


KOMENTARZE:

Tylda (~) oznacza podpis osoby niezarejestrowanej.


2004-11-02 06:40    IP: brak danych


Opowiadanie wyraźnie powstałe pod wpływem Underworlda i Wampira: Maskarady. Dość nieskładne i czysto opisowe... Autorowi chyba trochę zabrakło wyobraxni na rozwiniecie pomysłu i warsztatu na poprawne poprowadzenie tekstu... Niemniej, 5/10 powinno być. 6/10 dla miłosników Underwolda.
--
~Kitsune


2005-01-22 11:11    IP: brak danych


Nawet nie wiecie ludzie czego się boicie !
Te wszystkie koszmary które tworzycie na kartkach papieru albo edytorach tekstowych, rodzą się na podstawie waszych podświadomych lęków.
Czy zastanawialiście się kiedyś skąd te lęki wzięły swój początek i dlaczego boicie się wampirów, chmier, gargulców itp. stworzeń mimo że nigdy nie mieliście kontaktu z nimi ?
Większość z was z pewnością nie wierzy że w kanałach pod waszym miastem grasują jakieś potwory ale w takim razie dlaczego to właśnie one są najczęstrzym motywem opowiadań grozy.
Dleczego właśnie te istoty kojarzą się ludziom z grozą ?
W 1898 roku w miejscowości Tsavo(Afryka) dwa lwy zabiły 130 osób. Średnio ma każdego z niich przypadało około 65 ludzi, a jednak to nie lwy ani tygrysy kojarzą się ludziom z horrorami.
Czyżby gatunek ludzi rzeczywiście zetknął się niegdyś z tym co kojarzymy z Lovecraftem ?


--
~Florek


2006-07-19 15:01    IP: brak danych


Opowiadanie mnie wciągnęło i podobało mi się, chociaż ja dodałabym więcej opisów uczuć.Wiesz, Kitsune, nie należę do grona fanów Underworlda, (chociaż nie jest w sumie taki zły) ale z czystym sumieniem daję 8/10.
--
~Silva


2006-11-03 12:05    IP: 80.53.168.94


po prostu-mrocznie
--
~kamila


2006-11-04 00:34    IP: 85.222.6.44


Dawno już nie czytałam tak marnego opowiadania....
--
~ewelina


2006-11-09 16:18    IP: 83.10.216.184


świetne opowieści tylko zamałorozwinięte a szczególnie ta pierwsza;]powinno być więcej
(=,-)
O

--
~paola


2008-06-11 19:58    IP: 83.8.24.150


NO TROCHĘ MAŁO ROZWINIĘTE!!!!
ALE DAJĘ 7/10

--
~AGNES


2009-02-17 16:33    IP: 77.89.124.143


Fajne podoba mi sie daje 9/10
--
~Adi


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 8*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 35.171.146.141